Polskie okręty podwodne od kilku już lat regularnie uczestniczą w operacji międzynarodowej "Active Endeavour". Poprosiliśmy kmdr por. Piotra Pawłowskiego - dowódcę pierwszej zmiany Polskiego Kontyngentu Wojskowego, by choć trochę przybliżył nam charakter misji i opowiedział o atmosferze jaka panowała na pokładzie ORP Kondor.
Dowódca polskiego kontyngentu wojskowego "Kondor" Kmdr. Por. Piotr Pawlowski / Zdjęcie: kondor.mw.mil.pl
ORP Kondor szczęśliwie wrócił z operacji Active Endeavour prowadzonej na Morzu Śródziemnym. Czy można przedstawić cel tych manewrów?
Operacja Active Endeavour nie jest manewrami - to aktywne przeciwdziałanie potencjalnym aktom terroryzmu, przemytu ludzi i narkotyków czy też powstrzymanie proliferacji broni masowego rażenia. Rolą okrętów podwodnych jest skryte (rzecz jasna) prowadzenie rozpoznania na rzecz Dowództwa Komponentu Morskiego NATO w Neapolu w ramach tej operacji.
Czy zadania ORP Kondora różniły się od tych, które wcześniej wykonywał ORP Bielik we wcześniejszych misjach?
Operacja jako taka ewoluuje, jej dokumentacja jest uaktualniana, zmieniają się rejony, w których jest prowadzona, klasyfikacja i rodzaje śledzonych celów, jednak zadanie OP było praktycznie takie samo: obserwować, meldować, naprowadzać.
Czy 8 tysięcy mil morskich ORP Kondora podczas operacji Active Endeavour ma swoje przełożenie na zdobyte doświadczenie?
Doświadczenie zdecydowanie tak; ten rodzaj doświadczenia jest bezcenny. Zwykliśmy mawiać: Nauka, nauka i jeszcze raz porządki?.Długotrwałe przebywanie w morzu jest dla załogi najlepszą szkołą? wykonywanie dziesiątki razy tych samych czynności utrwaliło w nas umiejętności i nawyki, a wręcz pozwoliło wyrobić pewien automatyzm ... Już nie zastanawiamy się co zrobić, czy jak to zrobić - po prostu to robimy.
Zerwana cuma, stracony trap, przechyły dochodzące do 50 stopni, stan morza 7 wskazują, iż misja nie należało do łatwych i sielankowych.
Na tego typu pytania zazwyczaj rzuca się "Nikt nie mówił, że będzie lekko łatwo i przyjemnie" po czym dodajemy z dumą i odrobiną ironii "nasza służba jest ciężka i zaszczytna ? i nic poza tym". Gdyby było sielankowo nie miałoby to dla nas jak i dla innych takiej wartości. No i bez takich atrakcji morskie opowieści nie miałyby tego smaczku. To tak admiralnie (morska wersja słowa "generalnie"), a ta konkretna misja była inna z powodu temperatury panującej na okręcie (30oC), wilgotności dochodzącej do 100% i czasu jej trwania. Same zaś sztormy, jak to sztormy zdarzają się wszędzie i nigdy nie są przyjemne. Choć tam akurat się czegoś takiego nie spodziewaliśmy.
A jak w tych warunkach pogodowych radzili sobie kucharze w kambuzie, na Kobbenach nie ma dla nich zbyt dużo miejsca, a do wykarmienia jest przecież 25 osób.
Obsada działu kwatermistrzowskiego to cudotwórcy. Kambuz jest wielkości (żeby było obrazowo) mniejszy niż toaleta w pociągu a oni mimo to dają radę. To kucharzom zawdzięczamy to, że 14 dni świstaka czymś się od siebie różni - wychodzą z siebie, starając się zabić monotonię różnorodnością posiłków na tyle na ile pozwalają skromne zapasy czy powierzchnia kambuza. Były chyba z dwa takie dni, że kucharze nie byli w stanie przygotowywać normalnych posiłków z uwagi na stan morza, zresztą nawet gdyby je przygotowali nie utrzymałby się na stole - ale tak się składa, że w takich dniach nie bardzo chce się jeść :)) Mijając kambuz dostawało się do ręki kanapkę albo talerz z zawiniętym naleśnikiem.
W jaki sposób okręt podwodny może przeciwdziałać nielegalnemu transportowi broni, przemycaniu ludzi czy zakazanych substancji?
Nie przewidywano naszego bezpośredniego udziału w takim przeciwdziałaniu. Pomimo posiadania na pokładzie zarówno uzbrojenia torpedowego jak i broni strzeleckiej ROE (Rules of Engagement - Zasady Użycia Siły) nie przewidywały ich użycia. Chcę jednak podkreślić, że w takim przeciwdziałaniu informacja jest bezcenna - a to my jej dostarczaliśmy. Po zameldowaniu zaobserwowania podejrzanej aktywności - na cel naprowadzana była jednostka nawodna, której załoga dokonywała abordażu i już wiedziała czego szukać. Tu wychodzi wyższość OP nad ON w tego rodzaju działalności - my możemy podejść skrycie bardzo blisko i np. zrobić zdjęcia, gdy pojawia się na horyzoncie ON to prowadzący nielegalną działalność natychmiast ją przerywają.
Czy można było wymieniać się doświadczeniem z marynarzami z innych krajów?
BM Cherbourg i Cartagena są bazami okrętów podwodnych, naturalną koleją rzeczy jesteśmy tam przyjmowani i goszczeni przez podwodników. W Soudzie za to zaopiekowała się nami załoga greckiego okrętu przechodzącego akurat tam remont. Organizowane wówczas spotkania są doskonałymi okazjami do wymiany wrażeń i doświadczeń.
Po raz trzeci Marynarka Wojenna RP postanowiła wysłać w ramach sojuszu NATO okręt podwodny. Czy takie są oczekiwania strony polskiej, czy może sojusz po prostu zadowolony jest z pracy, jaką wykonują polscy marynarze?
Wszystkie działania sił Marynarki Wojennej w strukturach NATO są wynikiem konsultacji, umów i porozumień. To pytanie należałoby skierować do komórek prasowych Ministerstwa Obrony Narodowej i NATO.